Jama Michalika, to dla nas z mężem Miejsce szczególne! Przyjeżdżaliśmy tu jeszcze przed maturą... Teraz, po ponad pół wieku, znowu przyszliśmy w ten Zakątek niezwykle klimatyczny, pełny pamiątek i historii Krakowa na mały poczęstunek... I na chwilę refleksji nad upływem czasu... Doświadczyliśmy miłego zaskoczenia, że są w świecie sprawy constans! Miejsca (i sprawy!), które się nie zmieniają, trwają w swojej doskonałości i nie poszukują tanich środków osiągania popularności. Niech Takie Miejsca będą wieczne! Dziękujemy!
W Wielkanoc spacerowaliśmy z mężem po Plantach Krakowskich. Poczuwszy chęć odpoczynku i napicia się czegoś, natrafiliśmy na przytulne miejsce w samym sercu miasta.
Jego wnętrze przypominało muzeum: antyczne meble, obrazy na ścianach i eleganckie pianino tworzyły wyjątkową atmosferę. Jednak piękna pogoda skłoniła nas do wyboru letniego ogródka. Z naszego miejsca rozciągał się wspaniały widok: po lewej stronie, na końcu ulicy, majestatycznie wznosił się Kościół Mariacki, a po prawej widniała Brama Floriańska. Zamówiłam aromatyczne cappuccino, a mąż wybrał chłodne piwo.
Moje cappuccino okazało się nie tylko smaczne, ale i mistrzowsko udekorowane. Obsługa była uprzejma i uważna. Siedząc tutaj, obserwowaliśmy żywy przepływ turystów i mieszkańców miasta, co wcale nie przeszkadzało naszemu odpoczynkowi.
Zaskoczeniem było doliczenie do rachunku 4 złotych za obsługę.
Myślę, że na pewno tu wrócimy, aby nacieszyć się atmosferą w środku i dokładniej przyjrzeć się wnętrzu.
Byłam tu ponad 30 lat temu i teraz ponownie weszłam. Inaczej pamiętałam to miejsce. Pamięć zawodzi. Wówczas w liceum to było takie miejsce gdzie trzeba było być. Pamiętało się jeszcze ciekawostki z lekcji polskiego i samemu chciało się to poczuć, dotknąć. To było coś! Teraz jakby pustawo, ciemno... Czas się zatrzymał chyba w momencie kiedy to otworzyli. Nie wiem, al kojarzyło mi się z zagraconym muzeum. Tak, wiem czepiam się, ale mój obecne odczucia są inne niż dawniej. Sama jestem inna. Co do jedzenia.. To torcik był pyszny i kawka również. Samo to potrafi skusić, żeby tam wrócić. . Ech dopadła mnie melancholia. Moim zdaniem błędem jest, że pierwsze pomieszczenie od ulicy jest puste. Myślałam, że jest zamknięte. Pewnie inni też tak myślą. Szkoda, bo samo jedzonko i obsługa jest dobre.